Producenci drukarek z powodzeniem wprowadzili do świata pecetów dewizę Kodaka, "tanio sprzedać aparat, zarobić na materiałach eksploatacyjnych". Można wyrwać się z tego zaklętego kręgu - wystarczy jeden wieczór i nieco zdolności majsterkowicza.

Zdarza się, że drukarka jest tańsza od kompletu atramentów. Wysokie ceny oryginalnych pojemników z tuszem spowodowały pojawienie się atramentów "zastępczych", które przyciągały użytkowników atrakcyjną ceną. Zabezpieczając własne interesy, producenci drukarek stosują w nowych konstrukcjach chipy zliczające przebiegi głowicy drukującej i teoretycznie uniemożliwiające dolanie tuszu do opróżnionego pojemnika.
Nic dziwnego, że użytkownicy drukarek poszukują rozwiązań alternatywnych, które umożliwiają obejście coraz to nowych zabezpieczeń. W sklepach z materiałami eksploatacyjnymi można kupić urządzenia elektroniczne do kasowania chipów (tzw. resetery). W Internecie pojawiły się również programy pozwalające na skasowanie danych o zużyciu atramentu. Na uwagę zasługują dwa z nich - JIMSTAR Ink Level i SSC Service Utility.
Uzupełnianie atramentu strzykawką jest jednak niezbyt wygodne, ryzykowne bywa też zastępowanie oryginalnego atramentu zamiennikiem. W przypadku naboi "zastępczych" płacimy zaś za mikroskopijnej wielkości pojemniczki, chip, opakowanie...
Eksploatuję intensywnie aparat cyfrowy i marzenie o ekonomicznych wydrukach skłoniło mnie do poszukiwań jak najtańszej techniki reprodukcji o fotograficznej jakości i w miarę dużym formacie. Tak wpadłem na trop CFS-ów (Continuous Flow System - systemów ciągłego dopływu atramentu do głowicy). System CFS, wzorem "dojrzałych" ploterów atramentowych, dostarcza tusz do głowicy drukującej z zewnętrznych pojemników. Zakup atramentu "luzem" jest zaś wielokrotnie tańszy od nabywania tuszu konfekcjonowanego. Okazało się, że istnieją systemy CFS dla drukarek "domowych", przede wszystkim do urządzeń z głowicami piezoelektrycznymi - np. firmy Epson - które ze względów konstrukcyjnych (stała głowica w drukarce, a nie jednorazowa, wymieniana razem z nabojem) doskonale się do tego nadają. Epsony uchodzą również za najlepsze do celów reprodukcji fotorealistycznej. Zdecydowałem więc, że zainstaluję system CFS w drukarce Epson Stylus Photo 1290.
UWAGA: montaż zestawu CFS przeprowadzony ostrożnie i zgodnie z instrukcją nie niesie ze sobą żadnych szczególnych zagrożeń dla "zdrowia" naszej drukarki. Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że taka operacja prawie na pewno unieważni umowę gwarancyjną naszej "plujki".Nie udało mi się znaleźć w Polsce dystrybutora zestawów CFS do samodzielnego montażu. W Warszawie funkcjonuje firma zajmująca się produkcją i montażem własnych zestawów CFS, występują jednak problemy logistyczne, związane z transportem przerobionej drukarki (przewiezienie napełnionej "plujki" jest dosyć uciążliwe - pojemniki z tuszem nie mogą się przewrócić, muszą również znajdować się na dokładnie określonym poziomie względem drukarki). W połączeniu z chęcią zaoszczędzenia pieniędzy oraz pasją komputerową skłoniło mnie to do eksperymentu z zakupem u poleconego przez uczestników usenetowej grupy dyskusyjnej pl.comp.dtp dystrybutora, czyli w amerykańskiej firmie MIS Associates (www.inksupply.com), która wymyśliła i wprowadziła do sprzedaży systemy CFS do małych drukarek. Zakup odbył się bez problemu. Zamówienie złożyłem w poniedziałek, a już w sobotę czekało na mnie pudełko z komponentami systemu, mimo że zażyczyłem sobie dostawy zwykłą pocztą lotniczą.
Na stronie producenta można zamówić kompletny system do samodzielnego montażu lub - oszczędnościowo - tylko jego niezbędne elementy. W skład systemu CFS wchodzi komplet pustych nabojów, rurki doprowadzające atrament z zewnętrznych zbiorników, elementy mocujące rurki na korpusie drukarki, pojemniki zewnętrzne (buteleczki) na atrament, pompka próżniowa służąca do wypompowania powietrza z nabojów, reseter chipów i dyskietka z plikami testowymi. Z niektórych elementów zestawu można śmiało zrezygnować, kupując ich odpowiedniki w Polsce.
Do działania CFS niezbędne są tylko komplet naboi (kolorowe i czarny) i rurki doprowadzające atrament. Resztę składników da się zastąpić komponentami domowej/polskiej produkcji. Zamówiłem naboje z dołączonymi fabrycznie rurkami zasilającymi. Kupiłem zestaw ze standardowymi chipami, które można resetować programowo (np. aplikacją SSCService z płyt dołączonych do czasopisma). Można nabyć też nieco drożej nabój zaopatrzony w chip resetujący się automatycznie w momencie wyłączenia drukarki. Zrezygnowałem z elektronicznego resetera chipów. Zakupiłem również komponenty pompki próżniowej. Pompka składa się z dwóch zaworków, trójnika, reduktora i strzykawki. Pojemniki na atrament to zwykłe plastikowe butelki, które zapewne kupimy np. w aptece. Stojak do butelek to kawałek zwykłej pleksi.
Cena całego zestawu waha się finalnie od ok. 100 do ponad 200 USD. Za opisany CFS zapłaciłem 107 USD (plus 15 USD za przesyłkę paczki).
Decydując się na instalację systemu CFS, należy dobrze rozważyć wybór atramentu, którym zastąpimy oryginał. Zmiana napełnionego systemu jest bardzo kłopotliwa, warto więc wybrać atrament renomowanej firmy, która nie zniknie z rynku w krótkim czasie. Na rynku istnieje kilku takich dostawców.
Dostępna jest szeroka gama zróżnicowanych rodzajów atramentu do rozmaitych zastosowań: archiwalne o zwiększonej odporności UV, o szerszym zakresie reprodukowanych barw, monochromatyczne (doskonały Lyson Quad Black do reprodukcji zdjęć czarno-białych) i inne. Ja wybrałem atrament fotograficzny Lyson Fotonic Photo, dostępny wysyłkowo w firmie Gelex (www.gelex.pl). Tusz ten jest dosyć drogi, odwzorowuje jednak szersze spektrum barw w stosunku do oryginału (dobry do reprodukcji fotografii) i jest bardzo trwały. W zestawieniu kosztów eksploatacji prezentuję dane dla najtańszego ekwiwalentu oryginalnego Epsona oraz używanego przeze mnie tuszu Lyson Fotonic.

Po skompletowaniu składników systemu przystępujemy do montażu. Składamy pompkę próżniową, montujemy do plastikowego trójnika zaworki oraz strzykawkę (patrz: zdjęcie nr 2). Pusty nabój (ten dostarczony w zestawie) układamy na boku. Na rurkach zaznaczamy flamastrem odległość ok. 10,5 cm od ich końca - będzie to głębokość, na jaką je zanurzymy w atramencie. Delikatnie podłączamy jedną z rurek doprowadzających do pompki (ilustracja nr 3). Teraz odciągamy strzykawką powietrze z naboju. Po odciągnięciu tłoka do maksymalnego położenia usuwamy odessane powietrze, wciskając tłok ponownie do położenia początkowego (w tym momencie zadziała zawór odsysacza).

Powtarzamy operację ok. czterech razy, do osiągnięcia odpowienio obniżonego ciśnienia w zbiorniku atramentu. Zaciskamy wężyk w odległości 15 cm od przyłączenia do pompki próżniowej (z pomocą specjalnego zacisku dostarczonego w komplecie lub poprzez zagięcie wężyka). Ten etap jest ważny dla powodzenia całej operacji - jeżeli nie uda się zachować próżni wewnątrz przewodów i pojemnika, nie zostanie zassana odpowiednia ilość atramentu i wystąpią kłopoty z drukowaniem. Upewniamy się, że nabój jest ułożony w pozycji jak na zdjęciu nr 4 i odłączamy wężyk od pompki próżniowej. Luźny koniec wężyka umieszczamy w butli z atramentem (upewniamy się, że wkładamy wężyk do atramentu o odpowiednim kolorze). Zanurzamy koniec wężyka co najmniej na 3 cm poniżej powierzchni atramentu i ostrożnie zwalniamy zacisk uszczelniający. Atrament zostanie zassany do pojemnika w naboju. Po kolei powtarzamy te same czynności dla każdej komory naboju. Po zassaniu atramentu możemy wyregulować głębokość zanurzenia wężyków, posługując się oznaczeniem naniesionym na początku pracy.

Po napełnieniu wszystkich pojemników przekręcamy kałamarz do pozycji roboczej i poziomujemy go dokładnie. Tak przygotowany zestaw pozostawiamy w spokoju na godzinę lub dłużej. W tym czasie atrament zostanie wchłonięty przez gąbki wewnątrz pojemnika, a ewentualne bąbelki powietrza wydostaną się na powierzchnię płynu. W moim przypadku w rurkach atramentów kolorowych powietrze zebrało się na odcinku ok. 10 cm.

Czekając na napełnienie nabojów, możemy się zabrać za "demolkę" drukarki. Przy użyciu pomarańczowego przycisku przesuwamy głowicę drukującą do pozycji wymiany nabojów. Odłączamy drukarkę od prądu, wyciągając kabel sieciowy. Usuwamy klamry trzymające stare pojemniki na miejscu (ilustracja 5), podważając ich zawiasy śrubokrętem. Wkładamy nowe naboje w miejsce zużytych (zdjęcie nr 6).

Robimy to ostrożnie, gdyż do ich boków są przyklejone rzepowe "uszczelki". Dodatkowym zabezpieczeniem przed uniesieniem się pojemników z atramentem jest plastikowa opaska (ilustracja 7), którą zakładamy delikatnie w miejscu wskazanym w instrukcji. Podczas pracy ze zbiorniczkami należy wykazać się zdecydowaniem, ale i delikatnością. Konstrukcja koszyka na pojemniki może spowodować, że za mocno wciśnięty pojemnik uszkodzi głowicę drukującą. Zbyt słabe dociśnięcie kałamarzy skutkuje z kolei problemem ze stykiem pomiędzy chipem przyklejonym do naboju a czytnikiem w koszyczku. Najgorsze za nami. Pozostaje jeszcze tylko dokleić dwa uchwyty rurek zasilających.

Włączamy drukarkę i uruchamiamy dwa razy czyszczenie głowicy. Bąbelki powietrza z rurek zasilających będą stopniowo wciągane do zbiorniczka. Przy użyciu programu SSCSRV wykonujemy czyszczenie "Powerful cleaning", które powoduje zassanie do środka nabojów resztki powietrza z rurek. Na dyskietce dostarczonej wraz z systemem CFS umieszczono kilka obrazków testowych, kórych wydrukowanie posłuży do usunięcia z drukarki resztek starego atramentu. Trzy wydruki czyszczące na przemian z drukowaniem "Nozzle check" i czyszczeniem głowic powinny pozwolić na osiągnięcie zadowalającej jakości druku.
Koszt wydruku A4 (tusz Lyson Fotonic, papier Tetenal 180 Glossy):
Koszt wydruku A3 (tusz Lyson Fotonic, papier Tetenal 180 Glossy):
Prawdopodobnie rzeczywisty koszt tuszu w obu przypadkach będzie niższy od użytego w wyliczeniach, kalkulację przeprowadziłem dla jednolitego pokrycia papieru atramentem. Amortyzacja systemu CFS została wyliczona dla 1000 wydruków: 458 zł/1000 szt = 0,46 zł/szt.
Dla porównania podajemy ceny jednego z internetowych labów fotograficznych (bez kosztów przesyłki):
Będąc szczęśliwymi posiadaczami systemu CFS, możemy spróbować jeszcze udoskonalić jakość wydruków. Kluczowy jest tu papier. Różnice w reprodukcji barw oraz ich nasyceniu widać nie tylko na papierach różnych typów (glossy, matowy), ale i poszczególnych producentów. Warto więc wybrać po jednym rodzaju papieru różnego typu (glossy, mat, papier dwustronny) kilku markowych producentów, co pozwoli na "kalibrację" całego systemu drukowania. Warte polecenia sa papiery Tetenal, Epson, Ilford, Lyson, HP czy TDK. Gusta jednak nie podlegają dyskusji.
Stosując atramenty i papiery producenta, korzystamy z zainstalowanych w drukarce ustawień koloru dla kilku typowych rodzajów papieru. Decydując się na atramenty alternatywne, zmuszeni jesteśmy samodzielnie wprowadzić ustawienia koloru (profile ICC) do każdej kombinacji atrament/papier. Niektórzy producenci tuszów udostępniają na swoich witrynach profile barwne, przygotowane dla kilku standardowych kombinacji atrament/papier. Perfekcjoniści powinni jednak sięgnąć jeszcze do kieszeni i zamówić profil barwny dla swojego egzemplarza drukarki w połączeniu z atramentem i wybranymi papierami. Wykonanie profilu we własnym zakresie jest praktycznie niemożliwe. Koszt zamówienia pojedynczego profilu barwnego u specjalisty to od 100 do 500 zł. Kalibrację tego typu można wykonać drogą korespondencyjną.
Zacznijmy od wyliczenia kosztów zakupu zestawu CFS i butelek z tuszem:
Cena zestawu CFS: 107 USD + 15 USD przesyłka. Koszt przy kursie 3,75 zł za dolara = 457,50 zł. Cena tuszu Lyson Standard: (6x250 ml) 410 zł netto = 500 zł brutto. Cena tuszu Lyson Fotonic: 105 zł za butlę 250 ml. Koszt 6x105 zł = 630 zł netto = 768 zł brutto. Razem: 500 zł + 457 zł = 957 zł (wersja standardowa), 768 zł + 457 zł = 1225 zł (tusz Fotonic Photo).Komplet oryginalnych tuszów Epson kosztuje 235 zł (brutto). Przeróbka drukarki zwraca się więc już po zakupie czwartego kompletu oryginalnych nabojów w przypadku tuszu standardowego i szóstego kompletu w przypadku tuszu Fotonic. Objętość tuszu 1500 ml jest przy tym odpowiednikiem 20-28 naboi oryginalnych.
Koszt jednego mililitra tuszu oryginalnego to kwota pomiędzy 3,26 zł/ml (235 zł /72 ml) a 4,51 zł/ml (235 zł/52 ml). W obliczeniach tych opieramy się na przybliżonych szacunkach, gdyż producent nie podaje pojemności oryginalnych nabojów. Jeden mililitr tuszu Lyson Standard kosztuje ok. 0,33 zł/ml (500 zł/1500 ml). Mililitr tuszu Lyson Photonic to z kolei ok. 0,52 zł/ml (768 zł/1500 ml). Proste obliczenia wykazują, że tusze Lyson Standard są od 9,87 do 13,66 razy tańsze od materiałów Epsona. Podobne wyliczenia dla tuszu Lyson Photonic udowodnią, że jest on od 6,26 do 8,67 razy tań-szy, niż atramenty oryginalne.
Orientacyjne koszty wydruku strony A4 (przy założeniu, że zużyjemy 1,63 ml tuszu, co wyliczono dla rozdzielczości 360x360 dpi) wynosi odpowiednio: 5,28-7,53 zł dla tuszu Epsona, 0,53 zł dla tuszu Lyson i 0,84 zł w przypadku tuszu Lyson Photonic.
Skoro doczytałeś tutaj, pewnie chcesz w stałe zasilanie zainwestować. Oto co po latach muszę dodać do powyższego tutorialu. Napisałem to na jednej z grup dyskusyjnych.> Jeśli bym kupił taką drukarkę, to na pewno zastosowałbym system stałego
> zasilania i lepsze tusze, np. Lyson.
> Zatem o jakość i trwałość to bym się nie obawiał.> Do czarnobiałych kupiłbym to: http://www.lyson.com/quad-black-tone.html.
> Sądzę, że z atramentów kolorowych jakość czarnobieli nie będzie
> zadowalająca.</p>Tusze Lyson to droga do zniszczenia drukarki. Niestabilny, zasychający w
głowicy fajans. Jedno z moich większych rozczarowań ostatnich kilku lat.
Zdecydowanie je odradzam. Kup MISa, jak już chcesz stałego zasilania, choć
też odradzam (chyba, że do Epsona 9500 lub większego).> A te Lysony kupowałeś jako atramenty w kartridżach, czy do stałego zasilania
> właśnie?Ja nawet napisałem spory tekst do Chipa o tym jak założyć sobie stałe
zasilanie "tymy rencyma". Kupowałem atrament w Gelexie, na litry.> I dlaczego odradzasz stałego zasilania jako takiego, do mniejszych drukarek?
> Na pewno będzie to znacząco tańsze niż kupno kartridży fabrycznych...Dwa śmiertelne uszkodzenia głowicy (atrament żółty), jedno spłynięcie 6x150
ml atramentu do pampersa (równoznaczne z wymianą pampersa). W plecy 600 PLN
na profile, bo jak się okazało, że krystalizuje żółty, to zmienili
receptury, a co to obchodzi kalibranta? Moja żona postulowała odkurzenie
starego Stylusa 720, bo bardziej jej się podobała grywalność drukarki
względem E1290 po zainstalowaniu stałego zasilania. Jak się zaczęło
komplikować, to przez pół roku drukarka prawie cały czas spędziła w Brwinowie
(ci co wiedzą co tam jest, to wiedzą). Woziłem ją tam z 6 razy.
Podsumowując - ta jedna drukarka kosztowała mnie 5 kawałków kosztów minus
kilkaset złotych za artykuł do gazety. Średni interes. Gdyby nie
ubezpieczenie Gelexu (za to należy się Gelexowi pochwała), koszty sięgnęły
by 7 tysięcy. Do bani takie rozwiązanie.
Druga drukarka u mojego klienta była mniej "pechowa", ale też zaliczyła
kilka wizyt w Brwinowie. NIGDY ten drugi egzemplarz nie drukował
dobrze/klient nie był zadowolony. Stanęło na zakupie Phasera 7750, teraz
studio jest happy mimo braku kalibracji.
Właściwie to powinienem odszczekać to co napisałem do gazety, ale przez
pierwsze pół roku było "miodzio", co nieco mnie usprawiedliwia.Dopisze jeszcze, że dla dłubka, jak ja, to nie było złe rozwiązanie. Mnie
wydruki wychodziły dobrze, atrament nie plamił, kolory i stosowanie profili
bez problemów. Jednak "zwykły użytkownik", jak moja żona czy ludzie ze
studio graficznego, bez "zacięcia" mieli naprawdę duże problemy. Rozumiem
to i już nigdy nie zaproponuję klientowi wdrażania rozwiązania opartego o
szpagat, wypisany długopis i gumkę recepturkę.